Na scenie znaleźliśmy się kilka minut później . Mimo nielicznych małych obrażeń na ciele ,byliśmy cali . Spojrzałam na Clinta . Miałam szczerą nadzieję ,że jego nadzwyczaj prosty plan wypali ,a nie spali na panewce . No cóż zaraz się przekonamy.
- Jesteś pewien ?
Odwrócił głowę w moją stronę. Mimo iż był niewidomy radził sobie lepiej niż ktokolwiek inny z takimi przeszkodami. Miał jakby więcej siły i nadziei.
- Jestem pewien. Jeat tu może jakiś sprzęt?
Rozejrzałam się dookoła. Przy schodkach po drugiej stronie sceny zauważyłam schowek ukryty w podłodze. Gdyby nie mały skrawek czerwieni ,nigdy bym nie pomyślała o komórce pod posadzką.
- Zaraz wracam.
Ruszyłam chwiejnie do celu. Otwierając modliłam się do Boga o coś pożytecznego. W środku znalazłam mikrofon ,głośniki i kilka rekwizytów do sztuczek magicznych. Najwyraźniej niedawno odbyło się tu przedstawisięe magiczne ,a sprzętu nie zabrano do tej pory. Przyprowadziłam Clinta i przedstawiłam naszą pozycję.
- Przynajmiej jest mikrofon i głośniki. Dasz radę je wyjąć czy ci pomóc ?
Spojrzałam ponownie do środka.
- Dam radę. Jesteś na sto procent pewien ,że dalej tu jest ? Równie dobrze może jej już tu nie być.
- Znam ją . I coś mi mówi ,że nawet jeśli nie chce być znaleziona dalej mam mnie na oku.
Ustawiłam sprzęt przed nim i sprawdziłam czy działa.
- Mamy gości. Musisz sobie sam poradzić z tym planem. Postaram się by nic ci nie przeszkodziło.
Kiwnął głową ,a ja ruszyłam na napastników. Gdy pokonałam jednego następni już mnie otaczali. Przeklęłam w duchu i zaczęłam strzelać. Po wyczerpaniu amunicji zaczęłam improwizować. Jakby w oddali słyszałam głos Clinta.
- Wiem ,że tu jesteś! Proszę cię o pomoc ! Nie musisz iść z nami ,ale proszę pomózż mi i drużynie ! Proszę!
W tej samej chwili ,gdy kończył dostałam w brzuch tak mocno ,że miałam ochotę zwrócić swój wczorajszy posiłek ,a z nim mój żołądek. Skuliłam się z bólu. Leżąc tak i jęcząc ,poczułam nagle jakieś zbliżające się szybki ciężkie kroki. Na scenę wbiegł Thor ze swoim młotem. Wszystkie zjawy wokół mnie nagle rozwiały się.
- No ,no . Nat wszystko okej? Nie wyglądasz zbyt dobrze.
Spojrzałam na niego z gniewem w oczach. On natomiast nie przejmując się ,tym pomógł mi wstać, czemu towarzyszyło ogromne uczucie bólu. Chwilę później ,znów leżałam na ziemi ,przygnieciona tym razem ciałem ogłuszonego boga piorunów. Sturlał się na bok zostawiając mnie z kilkoma połamanymi żebrami. Przed oczami pojawiła mi się dziewczyna. Rozpoznałam ją. To ta dziewczyna towarzysząca Clintowi. Przyłożyła ręce do rannej części mego ciała i zamknęła oczy w skupieniu. Moje ciało zalała fala ciepła. Gdy dziewczyna się odsunęła i pomogła mi wstać ,nie czułam żadnych skutków poprzednich obrażeń. Spojrzałam na nią z wdzięcznością.
- Mam nadzieję ,że tym razem nam nie uciekniesz.
- Jestem naprawdę głupia ,ale niestety muszę pomóc Clintowi i reszcie jego drużyny .Oszczędzaj się. Najlepiej będzie jak zajmiesz się Hawkeye'm .
Kiwnęłam głową i ruszyłam szybko z powrotem do mężczyzny. To co ujrzałam trochę mnie przeraziło. Atakowała go cienista postać Coulsona. Od razy ruszyłam biegiem . Po drodze o mało co nie wywróciła bym się o kabel mikrofonu. Wyciągnęłam pistolet i załadowałam magazynki. Nie ma to ja strzelać do starego znajomego ,nawet jeśli on cię uważa za wroga i ma cienistą postać. Nim dobiegłam Clint dostał mocno w brzuch i w szczękę. Dopiero po drugim ciosie Coulsona ,wbiegłam między nich i przystawiłam lufę pistoletu do "czaszki" kolegi. Zatrzymał się zbity z tropu i wpatrywał zezując oczy ,co u takiej postaci jaką ma teraz wyglądało dość zabawnie ,a gdyby nie to ,że miał zamiar zabić lub uszkidzić trwale Clinta nawet bym się zaśmiała. Za sylwetką cienia zauważyłam ją. Póki nie znam jej imienia niestety muszę się jakoś wyrażać inaczej. Ręce wystawiając do przodu i podchodząc do pleców ,prawej ręki dawnej agencji Nicka Fury'ego ,przyłożyła je z dziwną falą fioletowego światła wydobywającego się z dłoni. Cień zaczął się trząść ,jakby miał atak. Po chwili ciemna smuga zaczęła unosić się z jego nóg ,ukazując ,co dziwne było dla mnie w tamtej chwili jego prawdziwe ludzkie ciało. Gdy tylko oplatająca go ciemność wyparowała ,w jego ciele widać, było ranę na piersi zadaną przez boga kłamstw Lokiego. Dziewczyna nie czekając na nic zaczęła ją leczyć. Po chwili ,gdy tylko się uniosła znad ciała Coulsona ,mężczyzna smacznie spał, a przynajmniej tak wyglądało.
- Trzeba go zabrać do waszej bazy by dalej prowadzić procesz jego rehabilitacji. Ja pomogłam wrócić do życia ale resztę zostawiam wam.
Biegiem oddaliła się pomóc innym Avengers'om.
Opowiadania o Avengees ( Clintashy ) oraz dalsze losy herosów PJO , OH ( mojej wersji )
Music
sobota, 14 listopada 2015
środa, 11 listopada 2015
Rozdział 7
Na miejscu byliśmy dopiero po półgodzinie . Mimo iż San Francisco leży kawałek drogi od Nowego Jorku powinniśmy dolecieć tam o wiele szybciej .Trochę nas to przygnębiło ,ale najbardziej chyba Kapitana . Czemu może zapytacie ? Wiecie jaki jest Kapitan . Zawsze dyscyplina na pierwszym miejscu . Dziwne ,ale chyba teraz się z nim zgodzę ,zawsze ,a prznajmniej odkąd sięgam pamięcią , pracowaliśmy bardziej z czasem niż bez niego . Trochę trudno jest mi sobie wyobrazić grupę ,która zyskuje nawzajem od nowa swoje zaufanie . No, ale coż . Przy drewnianej i bogato zdobionej scenie ,wzniesionej niedawno na potrzebę przyjeżdżających tędy artystów , nikogo nie wypatrzyliśmy . Wezwanie było wysłane z tego miejsca , dosłownie z pod sceny .
- Scarlet czy wyczuwasz czyjąś obecność? - zapytałem lekko rozdrażniony całą tą sytuacją .
Dziewczyna zamknęła oczy i skupiła umysł . Zaraz jednak pokręciła głową .
- Niestety ,ale nie . Ale za to wiem , że nadlatuje nasz przywódca .
Spojrzałem do góry za wyznaczonym kierunkiem przez jej dłoń . Już z oddali można było ujrzeć małą ciemną postać poruszającej się w naszą stronę niczym błyskawica . Iron Man wylądował po pięciu minutach .
- Gdzie zagrożenie ?
- Nie ma . Albo fałszywy alarm , albo ... pułapka .
Dopiero po chwili przyszła mi do głowy taka myśl .
- Scarlet proszę przeszukaj okolicę , ja i Kapitan pomożemy .
Spojrzałem na Stevena ,który kiwał głową z aprobatą.
- Dobry pomysł Sam . Miejcie włączone komunikatory .Lepiej być w kontakcie .
Rozdzieliliśmy się przy wielkim dębie . Ja w górę ,a Steve i Wanda na boki . Po kilku minutach wróciliśmy w szeregi przyjaciół.
- I jak rozpoznanie terenu ?
- Tony ,to co przed chwilą robiliśmy to nie tylko rozpoznanie, ale także sprawdzenie obecności jakiejkolwiek duszy w pobliżu.
- Iiii ... ?
- Oj człowieku !!! Nie uczyłeś się sztuki zwiadowczej nigdzie ?
Zrobił tylko skwaszoną minę jakby nie wiedział o co chodzi . Na moim ramieniu znalazła się czyjaś ręka . Odwróciłem głowę by spojrzeć na jej właściciela . Ledwie co lepiej mu się przyjrzałem ,a już pożałowałem decyzji . Odskoczyłem jak opażony . Z daleka mogłem lepiej przyjrzeć się osobnikowi owej czarnej ręki . Przyjaciele wstrzymali oddech .
- Nie , nie to przecież niemożliwe.
Scarlet odsunęła się z przerażeniem w oczach.
- On nie powinien żyć ! Kto robi sobie ze mnie ,aż tak okrutne żarty!!!!
Jeśli nie wiecie o kim mówi moja koleżanka to zaraz wytłumaczę : podczas walki z Ultronem ,(złą maszyną zrobioną przez Starka i Bannera, i która zawładnęła J.A.R.V.I.S.'em ) zginął jej starszy brat bliźniak Pietro Maximoff lub jak wolicie Quicksilver . Po przeżyciu jego śmierci była załamana i pełna bólu ,którego nikt nie był w stanie choć odrobinę jej ulżyć . W tej samej chwili z drzew i spod sceny zaczęły wychodzić różne stwory cienia . Rozpoznałem jeszcze jednego z nich . Coulson . Drugiego najlepszego agenta i prawą rękę dyrektora S.H.I.E.L.D. W tej samej chwili obok sceny przebiegła Wdowa ciągnąc kogoś za rękę . Gdy tylko przystanęli rozpoznałem Clinta . Moje zdziwienie w tamtej chwili było zbyt duże bym mógł je zakryć kamienną maską na twarzy .
- Co wy tu robicie ?
Natasha najwyraźniej nie spodziewała się nas w tym samym miejscu i to jeszcze gotowych do walki .
- Wezwanie przekazane od Nicka . Witaj Clint . Gdzieś ty się podziewał stary ?
Mężczyzna zaczął się rozglądać dokoła jakby nas nie zauważył .
- Potem pogadamy Tony ,bo gdybyście nie zauważył wróg nas otoczył . A ty zawsze w najgorszym momencie wybierasz czas na docinki ,przechwałki i żarty ,nawet jeśli nie wiesz ,że to robisz .
Cała grupa stanęła do siebie plecami . Tylko dwoje jakby nie widziało nic poza swoimi sprawami .
- Scarlet ? Clint? Pomożecie ?
Dziewczyna jakby w transie cofnęła się prawie wpadając na Hulka .
- Wybacz .
- Scarlet ,to nie jest on . Nie daj się zastraszyć i pamiętaj ,że masz nas do pomocy .
- Dzięki Kapitanie .
Natasha pomogła łucznikowi dołączyć w nasz szereg .
- Czyżbyś już stracił zmysły Barton ?
- Uważaj sobie Stark . Może i jestem ślepy ,ale dalej potrafię doskonale wymierzyć strzałę i posłać ,by zamknęła twoją jadaczkę .
Pierwsze potwory (to znaczy rząd czy szereg jak wolicie ) rzuciły się do ataku na wroga . A wróg (to my o ile wiecie ) zaczął coraz bardziej cofać się by pozostać byle jak najbliżej towarzyszy broni . Hawkeye szepnął Wdowie coś na ucho . Kobieta rozważała przez chwilę jego słowa po czym zwróciła się do nas .
- Mogli byście nas ubezpieczać ? Hawkeye ma pomysł i jak uważa może być bardzo pomocny .
Grupa tylko skinęła głowami bez słowa . Dwójka zaczęła w szybkim tempie przemieszczać się w stronę drewnianej sceny . Reszta włącznie ze mną zaczęła także eliminowanie wroga w równie zastraszającym tempie co oni się pojawiali .
- Scarlet czy wyczuwasz czyjąś obecność? - zapytałem lekko rozdrażniony całą tą sytuacją .
Dziewczyna zamknęła oczy i skupiła umysł . Zaraz jednak pokręciła głową .
- Niestety ,ale nie . Ale za to wiem , że nadlatuje nasz przywódca .
Spojrzałem do góry za wyznaczonym kierunkiem przez jej dłoń . Już z oddali można było ujrzeć małą ciemną postać poruszającej się w naszą stronę niczym błyskawica . Iron Man wylądował po pięciu minutach .
- Gdzie zagrożenie ?
- Nie ma . Albo fałszywy alarm , albo ... pułapka .
Dopiero po chwili przyszła mi do głowy taka myśl .
- Scarlet proszę przeszukaj okolicę , ja i Kapitan pomożemy .
Spojrzałem na Stevena ,który kiwał głową z aprobatą.
- Dobry pomysł Sam . Miejcie włączone komunikatory .Lepiej być w kontakcie .
Rozdzieliliśmy się przy wielkim dębie . Ja w górę ,a Steve i Wanda na boki . Po kilku minutach wróciliśmy w szeregi przyjaciół.
- I jak rozpoznanie terenu ?
- Tony ,to co przed chwilą robiliśmy to nie tylko rozpoznanie, ale także sprawdzenie obecności jakiejkolwiek duszy w pobliżu.
- Iiii ... ?
- Oj człowieku !!! Nie uczyłeś się sztuki zwiadowczej nigdzie ?
Zrobił tylko skwaszoną minę jakby nie wiedział o co chodzi . Na moim ramieniu znalazła się czyjaś ręka . Odwróciłem głowę by spojrzeć na jej właściciela . Ledwie co lepiej mu się przyjrzałem ,a już pożałowałem decyzji . Odskoczyłem jak opażony . Z daleka mogłem lepiej przyjrzeć się osobnikowi owej czarnej ręki . Przyjaciele wstrzymali oddech .
- Nie , nie to przecież niemożliwe.
Scarlet odsunęła się z przerażeniem w oczach.
- On nie powinien żyć ! Kto robi sobie ze mnie ,aż tak okrutne żarty!!!!
Jeśli nie wiecie o kim mówi moja koleżanka to zaraz wytłumaczę : podczas walki z Ultronem ,(złą maszyną zrobioną przez Starka i Bannera, i która zawładnęła J.A.R.V.I.S.'em ) zginął jej starszy brat bliźniak Pietro Maximoff lub jak wolicie Quicksilver . Po przeżyciu jego śmierci była załamana i pełna bólu ,którego nikt nie był w stanie choć odrobinę jej ulżyć . W tej samej chwili z drzew i spod sceny zaczęły wychodzić różne stwory cienia . Rozpoznałem jeszcze jednego z nich . Coulson . Drugiego najlepszego agenta i prawą rękę dyrektora S.H.I.E.L.D. W tej samej chwili obok sceny przebiegła Wdowa ciągnąc kogoś za rękę . Gdy tylko przystanęli rozpoznałem Clinta . Moje zdziwienie w tamtej chwili było zbyt duże bym mógł je zakryć kamienną maską na twarzy .
- Co wy tu robicie ?
Natasha najwyraźniej nie spodziewała się nas w tym samym miejscu i to jeszcze gotowych do walki .
- Wezwanie przekazane od Nicka . Witaj Clint . Gdzieś ty się podziewał stary ?
Mężczyzna zaczął się rozglądać dokoła jakby nas nie zauważył .
- Potem pogadamy Tony ,bo gdybyście nie zauważył wróg nas otoczył . A ty zawsze w najgorszym momencie wybierasz czas na docinki ,przechwałki i żarty ,nawet jeśli nie wiesz ,że to robisz .
Cała grupa stanęła do siebie plecami . Tylko dwoje jakby nie widziało nic poza swoimi sprawami .
- Scarlet ? Clint? Pomożecie ?
Dziewczyna jakby w transie cofnęła się prawie wpadając na Hulka .
- Wybacz .
- Scarlet ,to nie jest on . Nie daj się zastraszyć i pamiętaj ,że masz nas do pomocy .
- Dzięki Kapitanie .
Natasha pomogła łucznikowi dołączyć w nasz szereg .
- Czyżbyś już stracił zmysły Barton ?
- Uważaj sobie Stark . Może i jestem ślepy ,ale dalej potrafię doskonale wymierzyć strzałę i posłać ,by zamknęła twoją jadaczkę .
Pierwsze potwory (to znaczy rząd czy szereg jak wolicie ) rzuciły się do ataku na wroga . A wróg (to my o ile wiecie ) zaczął coraz bardziej cofać się by pozostać byle jak najbliżej towarzyszy broni . Hawkeye szepnął Wdowie coś na ucho . Kobieta rozważała przez chwilę jego słowa po czym zwróciła się do nas .
- Mogli byście nas ubezpieczać ? Hawkeye ma pomysł i jak uważa może być bardzo pomocny .
Grupa tylko skinęła głowami bez słowa . Dwójka zaczęła w szybkim tempie przemieszczać się w stronę drewnianej sceny . Reszta włącznie ze mną zaczęła także eliminowanie wroga w równie zastraszającym tempie co oni się pojawiali .
Rozdział 8
Dwa dni później obudzony przez budzik zacząłem przygotowywać się do wycieczki ,która miała się odbyć ,za conajmniej dwie godziny . Szybko skorzystałem z toalety . Wyszedłem po dziesięciu minutach i przyjrzałem się swojemu pokoju by móc sprawdzić czy coś jeszcze przyda się na wycieczkę nad jezioro. Pokój mały ,lecz zarazem przestronny. Koło drzwi wejściowych mieściła się półka z książkami ,obok której ułożony ,był fotel z małym stolikiem z lampką. Naprzeciw drzwi toalety ułożone pod kątem prostym znajdowało się łóżko. Proste drewniane z cotydzień wymienianą pościelą. Oczywiście niedaleko łóżka znajdowało się biurko ze stosem książek czekających na wykorzystanie za kolejne dwa dni. Westchnąłem na wspomnienie, że za dwa dni ,aż do końca miesiąca mam chodzić tu tylko dlatego, że ojciec posłał mnie z ważną misją. Jedyną pociechą ,byli przyjaciele do pomocy i książki mitologii greckiej i rzymskiej na półkach mojej małej biblioteki. Zgarnąłem jedną i ruszyłem do wyjścia ,gdy uznałem iż wszystko co potrzebne znajduje się w plecaku. Wolno przemierzając korytarze szkoły, zapoznane zaledwie wczoraj udałem się na przystanek autobusowy z którego zabrać mają nas co najmniej dwa czy trzy autobusy piętrowe. Idąc i czytając jednocześnie ,było duże ryzyko, że znów na kogoś wpadnę. Jednak tym razem uniknąłem niespodziewanych niespodzianek. Dotarłem na miejsce po dziesięciu minutach zamykając skończoną książkę. Na miejscu spotkałem już kilka osób ,co było dziwne zwłaszcza że autobusy przyjadą za dwanaście minut. W małych tłumach które mijałem po drodze zauważyłem Lynn i jej prawie, że bliźniaczkę ,a następnie swoją złożoną z członków "tajnej" misji.
- Widzę że nie ma tylko Jake'a i Percy'ego . Czyli dziewczyny są o wiele niecierpliwsze, ciekawskie i punktualne.
Annabeth ,Lou i Lacy zwróciły się w moim kierunku na dźwięk mojego głosu.
- Widzę ,że jako jedyny jesteś punktualny.
Czas odjazdu autobusu ...
I na miejscu po godzinie czy dwóch ...
Wjechaliśmy przez tak ozdobną bramę ,że aż dziw ,że jej nie ukradli . Lacy ,obok której siedziałem była zafascynowana krajobrazem ,który dopiero teraz zaczął się wyłaniać zza niewielkiego wzgórza. Po dziesięciu minutach dalszej jazdy poza ogrodzeniem wreszcie wyszliśmy na małą polankę przeznaczoną zapewne na biwak.
- Tu rozstawiamy namioty!! Potem macie czas na zapoznanie się z nowymi miejscami lub atrakcjami zorganizowanymi przez właścicieli terenu przy jeziorze. Gdy wybrzmi nasza koncha proszę udać się jak najszybciej na obiad.
Po zakończeniu przemowy dyrektora wszyscy szybko porozstawiali swoje namioty i pędzili na plażę zapoznać się z grafikiem. Razem z moimi towarzyszami zostaliśmy przy naszych tymczasowych "domkach" .
- Co robimy ? Idziemy w ten tłum zobaczyć co będzie ?- Percy najwyraźniej był trochę niezdecydowany.
- Poczekajmy . Wkrótce i tak się rozejdą. Może pomówmy o planie " Co zrobimy jak ich znajdziemy?". Co wy na to?
Po półgodzinie ,gdy tłum przy wywieszce zrzedł, ruszyliśmy w jego kierunku . Na tablicy napisane było mniej więcej coś w tym stylu.
"Witamy znowu ! Dziś wieczorem odbędą się pokazy artystyczne i zabawy grupowe. Jutro o godzinie 9.00 pobudka ,a następnie pokaz swoich talentów .
Dziś na obiad : Jutro :
- Spagetti - Grochówka
Dziś na kolację :
- Ognisko i pieczenie kiełbasek, pianek itp. coś ciepłego do picia (kawa, herbata, kakao )
Jutro na śniadanie :
- Bułki z dżemem , coś ciepłego do picia
Życzymy przyjemnej zabawy !
Rodzina Loud "
- Oni tu są. I jutro to się dowiemy jacy są.- Jake wydawał się zbyt pewny swego zdania.
- Zawsze bierz najgorsze pod uwagę Jake. Jeśli będziesz na to przygotowany coś po twojej myśli miła cię zaskoczy.
W tle ,zagłuszając moje ostatnie słowa zabrzmiała koncha . Czas na obiad .
- No to idziemy . Jestem głodny ja wilk.
- Albo jak swój brat Percy .
Ruszyliśmy śmiejąc się z komentarza Annabeth. Niestety mój dobry humor wyparował ,a na jego miejsce wstąpiły obawa i ciekawość co przyniesie dziś wieczór.
- Widzę że nie ma tylko Jake'a i Percy'ego . Czyli dziewczyny są o wiele niecierpliwsze, ciekawskie i punktualne.
Annabeth ,Lou i Lacy zwróciły się w moim kierunku na dźwięk mojego głosu.
- Widzę ,że jako jedyny jesteś punktualny.
Czas odjazdu autobusu ...
I na miejscu po godzinie czy dwóch ...
Wjechaliśmy przez tak ozdobną bramę ,że aż dziw ,że jej nie ukradli . Lacy ,obok której siedziałem była zafascynowana krajobrazem ,który dopiero teraz zaczął się wyłaniać zza niewielkiego wzgórza. Po dziesięciu minutach dalszej jazdy poza ogrodzeniem wreszcie wyszliśmy na małą polankę przeznaczoną zapewne na biwak.
- Tu rozstawiamy namioty!! Potem macie czas na zapoznanie się z nowymi miejscami lub atrakcjami zorganizowanymi przez właścicieli terenu przy jeziorze. Gdy wybrzmi nasza koncha proszę udać się jak najszybciej na obiad.
Po zakończeniu przemowy dyrektora wszyscy szybko porozstawiali swoje namioty i pędzili na plażę zapoznać się z grafikiem. Razem z moimi towarzyszami zostaliśmy przy naszych tymczasowych "domkach" .
- Co robimy ? Idziemy w ten tłum zobaczyć co będzie ?- Percy najwyraźniej był trochę niezdecydowany.
- Poczekajmy . Wkrótce i tak się rozejdą. Może pomówmy o planie " Co zrobimy jak ich znajdziemy?". Co wy na to?
Po półgodzinie ,gdy tłum przy wywieszce zrzedł, ruszyliśmy w jego kierunku . Na tablicy napisane było mniej więcej coś w tym stylu.
"Witamy znowu ! Dziś wieczorem odbędą się pokazy artystyczne i zabawy grupowe. Jutro o godzinie 9.00 pobudka ,a następnie pokaz swoich talentów .
Dziś na obiad : Jutro :
- Spagetti - Grochówka
Dziś na kolację :
- Ognisko i pieczenie kiełbasek, pianek itp. coś ciepłego do picia (kawa, herbata, kakao )
Jutro na śniadanie :
- Bułki z dżemem , coś ciepłego do picia
Życzymy przyjemnej zabawy !
Rodzina Loud "
- Oni tu są. I jutro to się dowiemy jacy są.- Jake wydawał się zbyt pewny swego zdania.
- Zawsze bierz najgorsze pod uwagę Jake. Jeśli będziesz na to przygotowany coś po twojej myśli miła cię zaskoczy.
W tle ,zagłuszając moje ostatnie słowa zabrzmiała koncha . Czas na obiad .
- No to idziemy . Jestem głodny ja wilk.
- Albo jak swój brat Percy .
Ruszyliśmy śmiejąc się z komentarza Annabeth. Niestety mój dobry humor wyparował ,a na jego miejsce wstąpiły obawa i ciekawość co przyniesie dziś wieczór.
sobota, 24 października 2015
Post z przeprosinami
Dawno nie wstawiałam opowiadań ,ale będąc w szkole nie mam czasu zapisywać weny ani jej publikować. Lecz nas spokojnie będę nadrabiała braki na blogu . Dziś postaram się dodać jeszcze dwa ,które są w trakcie końca w pisaniu . Wybaczcie .
Rozdział 7
Ponownie tego samego dnia znalazłem się w gabinecie dyrektora . Eryks siedział spokojnie nad stosem papierkowej roboty. Wyrwany skrzypnięciem drzwi podniósł wzrok i uśmiechnął się uprzejmie , wskazując krzesło naprzeciw siebie .
- Chciał mnie pan widzieć .
- Tak, tak . Macie już pokoje załatwione w internacie ?
- Tak . Sześć pokoi , dla każdego po jednym . Ale po co zostałem wezwany ?
- Wezwałem ciebie po to by poinformować ,że za dwa dni odbędzie się wycieczka .
- Jaka wycieczka ? Dokąd ?- pytania ,które zadałem powiedziałem jakoś z dziwnym ,nieznanym mi do tej pory zdziwieniem .
- Jak co roku jeździmy na wycieczkę nad jezioro, by uczcić nadchodzący koniec roku szkolnego . Taka wycieczka to nasza tradycja .
- Cała szkoła jedzie ?
- Tak . Z samego ranka wyruszamy ,a wracamy następnego dnia po południu .
- I ile mamy za to zapłacić ?
Dyrektor wydał się zdumiony moim pytaniem w kwestii zapłaty . Ja osobiście nie widziałem w tym pytaniu nic złego .
- Uczniowie nigdy za to nie płacą . Jezioro jestna terenie prywatnym uczniów tej szkoły . I jest to akurat rodzina której poszukujecie .
- Muszą być strasznie majętni skoro posiadają teren prywatny z jeziorem . I to jeszcze we Włoszech .
Eryks wzruszył ramionami .
- No cóż . Zapewne i tak ,ale odchodzimy od tematu ..,
Nim zostałem wypuszczony do pokoju, rozmawiałem z nim jeszcze ponad półgodziny. ( Pewnie powiecie : Co tam te półgodziny ? Ja z koleżanką potrafię gadać więcej i żyję . Ale zapominacie o jednym , mianowicie : ja jestem typem samotnika !!!! ) (tak jakby ) . Po drodze zaś, jakby na złość ,na kogoś jeszcze wpadłem. Ta szkoła to jak dla mnie piekło . Przyjrzałem się uważnie osobie, na którą wpadłem . Dziewczyna . Była wysoka i nawet ładna . Jej wiek najbardziej zbliżony około szesnastu siedemnastu lat . Czarne włosy okalały jej twarz przez co nie widziałem nawet wrazu jej twarzy . Podałem jej rękę by mogła wstać . Po chwili wahania przyjęła pomocną dłoń .
- Przepraszam . Trochę się zamyśliłam .
- Spoko ja też nie jestem bez winy .
- Jestem Lynn .
- Nico .
Dziewczyna wpijała we mnie ciekawski wzrok jakby chciała zapamiętać każdy szczegół mojej twarzy ,a ja nie byłem jej dłużny . Cera Lynn była lekko opalona na jasny brąz . Szeroki uśmiech często gościł na jej twarz ,a w niebieskich jak pochmurne niebo oczy, miały jakąś radosną iskrę .
- Lynn !!
Obejrzałem się za siebie by sprawdzić właścicielkę głosu zza moich pleców . Dziewczyna. Miej więcej wyglądem przypominała Lynn . Jedyne co je różniło to ,że na kruczoczarnych włosach ,a właściwie na ich końcówkach były koloru morza . I jeszcze oczy . Tak to dzięki temu zapewne wszyscy je rozpoznawały . Nieznajoma miała je w kolorze porannego słońca rozświetlającego powierzchnię morza .
- Chodź wszyscy na ciebie czekają . Cześć . Ty zapewne jesteś ten nowy ze swoją grupą ?
- Tak . Skąd wiesz ?
- Widziałam jak wracaliście od dyrektora . A tak propos Siły jestem.
- Nico. Miło mi .
- Wybaczyć następnym razem pogadamy dłużej ,ale teraz już musimy iść do zobaczenia na wycieczkę z dwa dni . Bo chyba będziecie ?
Pokiwałem główą i uśmiechnąłem się na pożegnanie . Siostry zaraz zniknęły za rogiem, z którego zaraz wyszła Lou .
- Cześć .
- Cześć Lou . Jak tam ? Co porabiasz ?
- Zwiedzam szkołę . Widziałeś te ogrody i klasy pełne sprzętu ? Cudowne !
Uśmiechnąłem się pod nosem na realcje przyjaciółki .
- No widzisz . Pomyśl jak Annabeth zareaguje na tyle bajerów . Nawet jeśli to szkoła artystyczna .
- Ann jest architektem . To szkoła także dla niej . A jaki ty masz talent artystyczny ?
Trochę jakby się zmieszałem .Wiem, że mam dość talentu by tu chodzić, ale wątpie, bym był jedyny w swoim rodzaju .
- Ja gram na gitarze i maluje węglem . Nic wielkiego, ale dla opanowania emocji w sam raz . A teraz ty powiedz .
- Tańczę, śpiewam . Podstawowe i banalne zajęcia artystyczne.
Podczas naszej krótkiej rozmowy na temat poszczególnych talentów jakie posiadamy, zdążyliśmy dojść do korytarza, w którym znajdował się mój pokój.
- Do zobaczenia wkrótce Lou . Najwcześniej na dzień wycieczki .
- Do widzenia w takim razie za dwa dni . Odpowiedz jeszcze na jedno pytanie . Widziałeś mo-e gdzieś Lacy i resztę?
Pokręciłem głową przecząc w odpowiedzi .
- Możliwe ,że są w pokojach lub zwiedzają szkołę . Ale gdybyś ich znalazła wspomnij im o wycieczce, dobrze ?
Pokiwała głową i ruszyła w kierunku przeciwny niż ten, którym przed chwilą przyszliśmy . Otworzyłem drzwi z numerem trzynastym . Fart!! I zamiast rozejrzeć się w pokoju pożądniej walnąłem się na łóżko zaprzątnięty różnymi myślami.
- Chciał mnie pan widzieć .
- Tak, tak . Macie już pokoje załatwione w internacie ?
- Tak . Sześć pokoi , dla każdego po jednym . Ale po co zostałem wezwany ?
- Wezwałem ciebie po to by poinformować ,że za dwa dni odbędzie się wycieczka .
- Jaka wycieczka ? Dokąd ?- pytania ,które zadałem powiedziałem jakoś z dziwnym ,nieznanym mi do tej pory zdziwieniem .
- Jak co roku jeździmy na wycieczkę nad jezioro, by uczcić nadchodzący koniec roku szkolnego . Taka wycieczka to nasza tradycja .
- Cała szkoła jedzie ?
- Tak . Z samego ranka wyruszamy ,a wracamy następnego dnia po południu .
- I ile mamy za to zapłacić ?
Dyrektor wydał się zdumiony moim pytaniem w kwestii zapłaty . Ja osobiście nie widziałem w tym pytaniu nic złego .
- Uczniowie nigdy za to nie płacą . Jezioro jestna terenie prywatnym uczniów tej szkoły . I jest to akurat rodzina której poszukujecie .
- Muszą być strasznie majętni skoro posiadają teren prywatny z jeziorem . I to jeszcze we Włoszech .
Eryks wzruszył ramionami .
- No cóż . Zapewne i tak ,ale odchodzimy od tematu ..,
Nim zostałem wypuszczony do pokoju, rozmawiałem z nim jeszcze ponad półgodziny. ( Pewnie powiecie : Co tam te półgodziny ? Ja z koleżanką potrafię gadać więcej i żyję . Ale zapominacie o jednym , mianowicie : ja jestem typem samotnika !!!! ) (tak jakby ) . Po drodze zaś, jakby na złość ,na kogoś jeszcze wpadłem. Ta szkoła to jak dla mnie piekło . Przyjrzałem się uważnie osobie, na którą wpadłem . Dziewczyna . Była wysoka i nawet ładna . Jej wiek najbardziej zbliżony około szesnastu siedemnastu lat . Czarne włosy okalały jej twarz przez co nie widziałem nawet wrazu jej twarzy . Podałem jej rękę by mogła wstać . Po chwili wahania przyjęła pomocną dłoń .
- Przepraszam . Trochę się zamyśliłam .
- Spoko ja też nie jestem bez winy .
- Jestem Lynn .
- Nico .
Dziewczyna wpijała we mnie ciekawski wzrok jakby chciała zapamiętać każdy szczegół mojej twarzy ,a ja nie byłem jej dłużny . Cera Lynn była lekko opalona na jasny brąz . Szeroki uśmiech często gościł na jej twarz ,a w niebieskich jak pochmurne niebo oczy, miały jakąś radosną iskrę .
- Lynn !!
Obejrzałem się za siebie by sprawdzić właścicielkę głosu zza moich pleców . Dziewczyna. Miej więcej wyglądem przypominała Lynn . Jedyne co je różniło to ,że na kruczoczarnych włosach ,a właściwie na ich końcówkach były koloru morza . I jeszcze oczy . Tak to dzięki temu zapewne wszyscy je rozpoznawały . Nieznajoma miała je w kolorze porannego słońca rozświetlającego powierzchnię morza .
- Chodź wszyscy na ciebie czekają . Cześć . Ty zapewne jesteś ten nowy ze swoją grupą ?
- Tak . Skąd wiesz ?
- Widziałam jak wracaliście od dyrektora . A tak propos Siły jestem.
- Nico. Miło mi .
- Wybaczyć następnym razem pogadamy dłużej ,ale teraz już musimy iść do zobaczenia na wycieczkę z dwa dni . Bo chyba będziecie ?
Pokiwałem główą i uśmiechnąłem się na pożegnanie . Siostry zaraz zniknęły za rogiem, z którego zaraz wyszła Lou .
- Cześć .
- Cześć Lou . Jak tam ? Co porabiasz ?
- Zwiedzam szkołę . Widziałeś te ogrody i klasy pełne sprzętu ? Cudowne !
Uśmiechnąłem się pod nosem na realcje przyjaciółki .
- No widzisz . Pomyśl jak Annabeth zareaguje na tyle bajerów . Nawet jeśli to szkoła artystyczna .
- Ann jest architektem . To szkoła także dla niej . A jaki ty masz talent artystyczny ?
Trochę jakby się zmieszałem .Wiem, że mam dość talentu by tu chodzić, ale wątpie, bym był jedyny w swoim rodzaju .
- Ja gram na gitarze i maluje węglem . Nic wielkiego, ale dla opanowania emocji w sam raz . A teraz ty powiedz .
- Tańczę, śpiewam . Podstawowe i banalne zajęcia artystyczne.
Podczas naszej krótkiej rozmowy na temat poszczególnych talentów jakie posiadamy, zdążyliśmy dojść do korytarza, w którym znajdował się mój pokój.
- Do zobaczenia wkrótce Lou . Najwcześniej na dzień wycieczki .
- Do widzenia w takim razie za dwa dni . Odpowiedz jeszcze na jedno pytanie . Widziałeś mo-e gdzieś Lacy i resztę?
Pokręciłem głową przecząc w odpowiedzi .
- Możliwe ,że są w pokojach lub zwiedzają szkołę . Ale gdybyś ich znalazła wspomnij im o wycieczce, dobrze ?
Pokiwała głową i ruszyła w kierunku przeciwny niż ten, którym przed chwilą przyszliśmy . Otworzyłem drzwi z numerem trzynastym . Fart!! I zamiast rozejrzeć się w pokoju pożądniej walnąłem się na łóżko zaprzątnięty różnymi myślami.
Rozdział 6
Na miejscu byliśmy dopiero po półgodzinie . Mimo iż San Francisco leży kawałek drogi od Nowego Jorku powinniśmy dolecieć tam o wiele szybciej .Trochę nas to przygnębiło ,ale najbardziej chyba Kapitana . Czemu może zapytacie ? Wiecie jaki jest Kapitan . Zawsze dyscyplina na pierwszym miejscu . Dziwne ,ale chyba teraz się z nim zgodzę ,zawsze ,a prznajmniej odkąd sięgam pamięcią , pracowaliśmy bardziej z czasem niż bez niego . Trochę trudno jest mi sobie wyobrazić grupę ,która zyskuje nawzajem od nowa swoje zaufanie . No, ale coż . Przy drewnianej i bogato zdobionej scenie ,wzniesionej niedawno na potrzebę przyjeżdżających tędy artystów , nikogo nie wypatrzyliśmy . Wezwanie było wysłane z tego miejsca , dosłownie z pod sceny .
- Scarlet czy wyczuwasz czyjąś obecność? - zapytałem lekko rozdrażniony całą tą sytuacją .
Dziewczyna zamknęła oczy i skupiła umysł . Zaraz jednak pokręciła głową .
- Niestety ,ale nie . Ale za to wiem , że nadlatuje nasz przywódca .
Spojrzałem do góry za wyznaczonym kierunkiem przez jej dłoń . Już z oddali można było ujrzeć małą ciemną postać poruszającej się w naszą stronę niczym błyskawica . Iron Man wylądował po pięciu minutach .
- Gdzie zagrożenie ?
- Nie ma . Albo fałszywy alarm , albo ... pułapka .
Dopiero po chwili przyszła mi do głowy taka myśl .
- Scarlet proszę przeszukaj okolicę , ja i Kapitan pomożemy .
Spojrzałem na Stevena ,który kiwał głową z aprobatą.
- Dobry pomysł Sam . Miejcie włączone komunikatory .Lepiej być w kontakcie .
Rozdzieliliśmy się przy wielkim dębie . Ja w górę ,a Steve i Wanda na boki . Po kilku minutach wróciliśmy w szeregi przyjaciół.
- I jak rozpoznanie terenu ?
- Tony ,to co przed chwilą robiliśmy to nie tylko rozpoznanie, ale także sprawdzenie obecności jakiejkolwiek duszy w pobliżu.
- Iiii ... ?
- Oj człowieku !!! Nie uczyłeś się sztuki zwiadowczej nigdzie ?
Zrobił tylko skwaszoną minę jakby nie wiedział o co chodzi . Na moim ramieniu znalazła się czyjaś ręka . Odwróciłem głowę by spojrzeć na jej właściciela . Ledwie co lepiej mu się przyjrzałem ,a już pożałowałem decyzji . Odskoczyłem jak opażony . Z daleka mogłem lepiej przyjrzeć się osobnikowi owej czarnej ręki . Przyjaciele wstrzymali oddech .
- Nie , nie to przecież niemożliwe.
Scarlet odsunęła się z przerażeniem w oczach.
- On nie powinien żyć ! Kto robi sobie ze mnie ,aż tak okrutne żarty!!!!
Jeśli nie wiecie o kim mówi moja koleżanka to zaraz wytłumaczę : podczas walki z Ultronem ,(złą maszyną zrobioną przez Starka i Bannera, i która zawładnęła J.A.R.V.I.S.'em ) zginął jej starszy brat bliźniak Pietro Maximoff lub jak wolicie Quicksilver . Po przeżyciu jego śmierci była załamana i pełna bólu ,którego nikt nie był w stanie choć odrobinę jej ulżyć . W tej samej chwili z drzew i spod sceny zaczęły wychodzić różne stwory cienia . Rozpoznałem jeszcze jednego z nich . Coulson . Drugiego najlepszego agenta i prawą rękę dyrektora S.H.I.E.L.D. W tej samej chwili obok sceny przebiegła Wdowa ciągnąc kogoś za rękę . Gdy tylko przystanęli rozpoznałem Clinta . Moje zdziwienie w tamtej chwili było zbyt duże bym mógł je zakryć kamienną maską na twarzy .
- Co wy tu robicie ?
Natasha najwyraźniej nie spodziewała się nas w tym samym miejscu i to jeszcze gotowych do walki .
- Wezwanie przekazane od Nicka . Witaj Clint . Gdzieś ty się podziewał stary ?
Mężczyzna zaczął się rozglądać dokoła jakby nas nie zauważył .
- Potem pogadamy Tony ,bo gdybyście nie zauważył wróg nas otoczył . A ty zawsze w najgorszym momencie wybierasz czas na docinki ,przechwałki i żarty ,nawet jeśli nie wiesz ,że to robisz .
Cała grupa stanęła do siebie plecami . Tylko dwoje jakby nie widziało nic poza swoimi sprawami .
- Scarlet ? Clint? Pomożecie ?
Dziewczyna jakby w transie cofnęła się prawie wpadając na Hulka .
- Wybacz .
- Scarlet ,to nie jest on . Nie daj się zastraszyć i pamiętaj ,że masz nas do pomocy .
- Dzięki Kapitanie .
Natasha pomogła łucznikowi dołączyć w nasz szereg .
- Czyżbyś już stracił zmysły Barton ?
- Uważaj sobie Stark . Może i jestem ślepy ,ale dalej potrafię doskonale wymierzyć strzałę i posłać ,by zamknęła twoją jadaczkę .
Pierwsze potwory (to znaczy rząd czy szereg jak wolicie ) rzuciły się do ataku na wroga . A wróg (to my o ile wiecie ) zaczął coraz bardziej cofać się by pozostać byle jak najbliżej towarzyszy broni . Hawkeye szepnął Wdowie coś na ucho . Kobieta rozważała przez chwilę jego słowa po czym zwróciła się do nas .
- Mogli byście nas ubezpieczać ? Hawkeye ma pomysł i jak uważa może być bardzo pomocny .
Grupa tylko skinęła głowami bez słowa . Dwójka zaczęła w szybkim tempie przemieszczać się w stronę drewnianej sceny . Reszta włącznie ze mną zaczęła także eliminowanie wroga w równie zastraszającym tempie co oni się pojawiali .
- Scarlet czy wyczuwasz czyjąś obecność? - zapytałem lekko rozdrażniony całą tą sytuacją .
Dziewczyna zamknęła oczy i skupiła umysł . Zaraz jednak pokręciła głową .
- Niestety ,ale nie . Ale za to wiem , że nadlatuje nasz przywódca .
Spojrzałem do góry za wyznaczonym kierunkiem przez jej dłoń . Już z oddali można było ujrzeć małą ciemną postać poruszającej się w naszą stronę niczym błyskawica . Iron Man wylądował po pięciu minutach .
- Gdzie zagrożenie ?
- Nie ma . Albo fałszywy alarm , albo ... pułapka .
Dopiero po chwili przyszła mi do głowy taka myśl .
- Scarlet proszę przeszukaj okolicę , ja i Kapitan pomożemy .
Spojrzałem na Stevena ,który kiwał głową z aprobatą.
- Dobry pomysł Sam . Miejcie włączone komunikatory .Lepiej być w kontakcie .
Rozdzieliliśmy się przy wielkim dębie . Ja w górę ,a Steve i Wanda na boki . Po kilku minutach wróciliśmy w szeregi przyjaciół.
- I jak rozpoznanie terenu ?
- Tony ,to co przed chwilą robiliśmy to nie tylko rozpoznanie, ale także sprawdzenie obecności jakiejkolwiek duszy w pobliżu.
- Iiii ... ?
- Oj człowieku !!! Nie uczyłeś się sztuki zwiadowczej nigdzie ?
Zrobił tylko skwaszoną minę jakby nie wiedział o co chodzi . Na moim ramieniu znalazła się czyjaś ręka . Odwróciłem głowę by spojrzeć na jej właściciela . Ledwie co lepiej mu się przyjrzałem ,a już pożałowałem decyzji . Odskoczyłem jak opażony . Z daleka mogłem lepiej przyjrzeć się osobnikowi owej czarnej ręki . Przyjaciele wstrzymali oddech .
- Nie , nie to przecież niemożliwe.
Scarlet odsunęła się z przerażeniem w oczach.
- On nie powinien żyć ! Kto robi sobie ze mnie ,aż tak okrutne żarty!!!!
Jeśli nie wiecie o kim mówi moja koleżanka to zaraz wytłumaczę : podczas walki z Ultronem ,(złą maszyną zrobioną przez Starka i Bannera, i która zawładnęła J.A.R.V.I.S.'em ) zginął jej starszy brat bliźniak Pietro Maximoff lub jak wolicie Quicksilver . Po przeżyciu jego śmierci była załamana i pełna bólu ,którego nikt nie był w stanie choć odrobinę jej ulżyć . W tej samej chwili z drzew i spod sceny zaczęły wychodzić różne stwory cienia . Rozpoznałem jeszcze jednego z nich . Coulson . Drugiego najlepszego agenta i prawą rękę dyrektora S.H.I.E.L.D. W tej samej chwili obok sceny przebiegła Wdowa ciągnąc kogoś za rękę . Gdy tylko przystanęli rozpoznałem Clinta . Moje zdziwienie w tamtej chwili było zbyt duże bym mógł je zakryć kamienną maską na twarzy .
- Co wy tu robicie ?
Natasha najwyraźniej nie spodziewała się nas w tym samym miejscu i to jeszcze gotowych do walki .
- Wezwanie przekazane od Nicka . Witaj Clint . Gdzieś ty się podziewał stary ?
Mężczyzna zaczął się rozglądać dokoła jakby nas nie zauważył .
- Potem pogadamy Tony ,bo gdybyście nie zauważył wróg nas otoczył . A ty zawsze w najgorszym momencie wybierasz czas na docinki ,przechwałki i żarty ,nawet jeśli nie wiesz ,że to robisz .
Cała grupa stanęła do siebie plecami . Tylko dwoje jakby nie widziało nic poza swoimi sprawami .
- Scarlet ? Clint? Pomożecie ?
Dziewczyna jakby w transie cofnęła się prawie wpadając na Hulka .
- Wybacz .
- Scarlet ,to nie jest on . Nie daj się zastraszyć i pamiętaj ,że masz nas do pomocy .
- Dzięki Kapitanie .
Natasha pomogła łucznikowi dołączyć w nasz szereg .
- Czyżbyś już stracił zmysły Barton ?
- Uważaj sobie Stark . Może i jestem ślepy ,ale dalej potrafię doskonale wymierzyć strzałę i posłać ,by zamknęła twoją jadaczkę .
Pierwsze potwory (to znaczy rząd czy szereg jak wolicie ) rzuciły się do ataku na wroga . A wróg (to my o ile wiecie ) zaczął coraz bardziej cofać się by pozostać byle jak najbliżej towarzyszy broni . Hawkeye szepnął Wdowie coś na ucho . Kobieta rozważała przez chwilę jego słowa po czym zwróciła się do nas .
- Mogli byście nas ubezpieczać ? Hawkeye ma pomysł i jak uważa może być bardzo pomocny .
Grupa tylko skinęła głowami bez słowa . Dwójka zaczęła w szybkim tempie przemieszczać się w stronę drewnianej sceny . Reszta włącznie ze mną zaczęła także eliminowanie wroga w równie zastraszającym tempie co oni się pojawiali .
poniedziałek, 28 września 2015
Rozdział 6
Droga do Rzymu była wyczerpująca . Natknęliśmy się jeszcze na co najmniej pięć, sześć potworów .
- Gdzie idziemy dalej ?
- Szukamy odpowiedniej szkoły . A znajdziemy ją w tej kafejce na końcu ulicy . To znaczy przez internet.
Wszyscy na mnie spojrzeli zdumieni mają odpowiedzią .
- Skąd wiesz ,gdzie co jest ?
Przewróciłem oczami i spojrzałem na wszystkich przelotnie .
- Zapominacie ,że mieszkałem we Włoszech ?
- Pamiętamy doskonale synu Hadesa . Ale wiemy ,że dokładnie żyłeś w Wenecji ,nieprawdaż ?
Pokiwałem głową ,zgadzając się z nimi całkowicie .
- Oczywiście ,ale to nie znaczy ,że nie odwiedzałem Rzymu lub nie słuchałem jakiś nowinek .
Ruszyliśmy powoli w stronę lokalu dalej się sprzeczając . Doszliśmy do wejścia ,gdy nagle drzwi nagle się otworzyły . Wyszedł z nich jakiś koleś . W dodatku pijany . Porządnie pijany . Przepuściliśmy go i mimo ,że przystawiał się do każdej dziewczyny nam towarzyszących postanowiliśmy dać mu spokój. Weszliśmy do środka .Grupie kazałem zaczekać podczas gdy ja będę załatwiał ważne informacje .Podeszłem do kontuaru ,za którym przebywał sprzedawca .
- Buongiorno .
- Buongiorno ragazzo ,buongiorno .( Dzień dobry chłopcze ,dzień dobry. )
- Vorrei utilizzare un computer . ( Chciałbym skorzystać z komputera. )
- Per favore . ( Proszę bardzo. )
Mężczyzna wskazał dłonią najbliżej stojący komputer .
- Grazie voi ,grazie .
Machnąłem ręką do przyjaciół by ruszyli za mną . Zasiadłem do komputera i wpisałem nazwisko poszukiwanej przez nas rodziny .
- Co napisałeś ?
- Nazwisko tej rodziny .
- I co znalazłeś ?
- Bardzo dużo .
- A konkretnie ?
- Jest ich piątka . Chodzą do szkoły artystycznej Accademia del Superfluo i są chlubą szkoły .
- Naprawdę?
- Nie wierzysz ? To spójrz Annabeth .
Dziewczyna zbliżyła się do ekranu i
- Nic nie rozumiem z tego co jest tu napisane .
Spojrzałem z powrotem na ekran . Ach no tak ... Zaśmiałem się głośno w duchu .
- Wybacz zapomniałem ,że wy nie umiecie tylu języków co ja .
- A ile ty umiesz synu Hadesa ?]
Zacząłem liczyć ,ale oni najwyraźniej inaczej to odebrali .
- Tak myślałem ,że żadnego więcej nie umiesz . - Percy ,najwyraźniej ty nie myślisz normalnie .
- Zamknij się synu Posejdona .
- A jaki masz powód by kazać mi się zamknąć ?
Uśmiech wpełzł mi na twarz . Syn pana mórz od razu zamilkł i zamarł ze zgrozą ,że tym razem może przegiął .
- Percy ,ja w przypadku do ciebie ... Myślę .Myślę rozsądnie na dodatek .Ale w twoim przypadku to trochę inaczej wygląda ,nieprawdaż ?
Chłopak zmieszany pokręcił głową najwyraźniej się ze mną nie zgadzając . Za to reszta grupy powoli zaczynała trząść się ze śmiechu . Percy nachmurzył się jeszcze bardziej widząc ich reakcje .
- Dobra to robimy z misją ?
- Znaleźliśmy informacje ,więc ruszamy do Accademia del Superfluo . To chyba oczywiste ,prawda Percy ?
Tym razem pokiwał głową zgadzając się ze mną gdzieś w połowie stu procent .
********************
Tuż przed budynkiem szkoły większość się zawahała . Taaa i ja również . Dziwne co ? Syn Hadesa ,który przeżył wiele boi się wejść do szkoły ,normalnie super . Chyba jedyną zrezygnowaną osobą był Percy . Tylko on najbardziej z nas nienawidził szkoły .
- No to do dzieła . Lou wiesz co robić .
Kiwnęła głową i ruszyła przodem mrucząc jakieś zaklęcie pod nosem .
- Co ona robi ?
- Ann poznaj nową Lou . Tą co bez przerwy delektuje się ,że jest córką bogini magii , Hekate.
Uczniowie nawet nas nie zauważali . Doszliśmy do pokoju dyrektora szkoły niezauważeni ,albo wręcz przeciwnie ,wszyscy nas widzieli ,ale po prostu nie zwracali na nas zbyt dużej uwagi . Zapukałem do drzwi . Gdy tylko usłyszałem słowo "Wejść" ,otworzyłem drzwi i wpuściłem resztę . Dyrektor spojrzał na nas zdziwiony .
- Dużo was kochani ,oj dużo . Czego sobie życzycie ?
_ Proszę pana my jesteśmy tu nowi . I przyjeżdżamy tu z wymiany międzyszkolnej .
- A skąd przybywacie ?
- Z Ameryki .
- A znacie może mojego starego Chejrona ?
Wszyscy zaniemówili . Włącznie ze mną . Ale za to ja jako pierwszy oprzytomniałem i przyjrzałem się dyrektorowi szkoły . Wydawał się znajomy .
_ Eryks . Ha . Nie wierzę .
Oczy mężczyzny zwróciły się teraz na mnie . Czyżby zabłysła w nich iskierka rozbawienia ? No cóż nieważne .
- Syn Hadesa chyba jako jedyny mnie rozpoznał prawda córko Ateny ?
Annabeth potrząsnęła głową ,tym samym otrząsając sie z nadmiernego zdziwienia .
- Masz rację . Ja ciebie nie poznałam . Ale czy możemy wrócic do sprawy ,z którą tu przyszliśmy ?
- Proszę bardzo .
- Chcielibyśmy przez ten ostatni miesiąc przed wakacjami pójść do szkoły . Mamy misję od dyrektora obozu i samego Hadesa . Ponoć chodzi tu rodzina Loud i my mamy ją odnaleźć ...
- Nim zrobią to inni ,ale o wiele groźniejsi .To bardzo ważne proszę pana . Proszę nam pozwolić zostać tu ten jeden miesiąc .
Mężczyzna zastanawiał się chwilę . Potem zadzwonił telefonem . Po chwili w drzwiach pojawiła się wysoka kobieta .
- Samantho zapisz dane tych dzieci proszę . Od dziś to nasi nowi uczniowie . Pamiętajcie - zwrócił się z powrotem w naszą stronę - rogulamin was obowiązuje i... mam nadzieję iż posiadacie jakieś zdolności artystyczne . Bo inaczej będzie wam tu naprawdę ciężko, nawet z dziećmi młodszymi od was o kilka lat . A teraz do widzenia uczniowie .
Spojrzeliśmy na naszego nowego dyrektora z niemym podziękowanie i wyszliśmy za Samanthą .
- Gdzie idziemy dalej ?
- Szukamy odpowiedniej szkoły . A znajdziemy ją w tej kafejce na końcu ulicy . To znaczy przez internet.
Wszyscy na mnie spojrzeli zdumieni mają odpowiedzią .
- Skąd wiesz ,gdzie co jest ?
Przewróciłem oczami i spojrzałem na wszystkich przelotnie .
- Zapominacie ,że mieszkałem we Włoszech ?
- Pamiętamy doskonale synu Hadesa . Ale wiemy ,że dokładnie żyłeś w Wenecji ,nieprawdaż ?
Pokiwałem głową ,zgadzając się z nimi całkowicie .
- Oczywiście ,ale to nie znaczy ,że nie odwiedzałem Rzymu lub nie słuchałem jakiś nowinek .
Ruszyliśmy powoli w stronę lokalu dalej się sprzeczając . Doszliśmy do wejścia ,gdy nagle drzwi nagle się otworzyły . Wyszedł z nich jakiś koleś . W dodatku pijany . Porządnie pijany . Przepuściliśmy go i mimo ,że przystawiał się do każdej dziewczyny nam towarzyszących postanowiliśmy dać mu spokój. Weszliśmy do środka .Grupie kazałem zaczekać podczas gdy ja będę załatwiał ważne informacje .Podeszłem do kontuaru ,za którym przebywał sprzedawca .
- Buongiorno .
- Buongiorno ragazzo ,buongiorno .( Dzień dobry chłopcze ,dzień dobry. )
- Vorrei utilizzare un computer . ( Chciałbym skorzystać z komputera. )
- Per favore . ( Proszę bardzo. )
Mężczyzna wskazał dłonią najbliżej stojący komputer .
- Grazie voi ,grazie .
Machnąłem ręką do przyjaciół by ruszyli za mną . Zasiadłem do komputera i wpisałem nazwisko poszukiwanej przez nas rodziny .
- Co napisałeś ?
- Nazwisko tej rodziny .
- I co znalazłeś ?
- Bardzo dużo .
- A konkretnie ?
- Jest ich piątka . Chodzą do szkoły artystycznej Accademia del Superfluo i są chlubą szkoły .
- Naprawdę?
- Nie wierzysz ? To spójrz Annabeth .
Dziewczyna zbliżyła się do ekranu i
- Nic nie rozumiem z tego co jest tu napisane .
Spojrzałem z powrotem na ekran . Ach no tak ... Zaśmiałem się głośno w duchu .
- Wybacz zapomniałem ,że wy nie umiecie tylu języków co ja .
- A ile ty umiesz synu Hadesa ?]
Zacząłem liczyć ,ale oni najwyraźniej inaczej to odebrali .
- Tak myślałem ,że żadnego więcej nie umiesz . - Percy ,najwyraźniej ty nie myślisz normalnie .
- Zamknij się synu Posejdona .
- A jaki masz powód by kazać mi się zamknąć ?
Uśmiech wpełzł mi na twarz . Syn pana mórz od razu zamilkł i zamarł ze zgrozą ,że tym razem może przegiął .
- Percy ,ja w przypadku do ciebie ... Myślę .Myślę rozsądnie na dodatek .Ale w twoim przypadku to trochę inaczej wygląda ,nieprawdaż ?
Chłopak zmieszany pokręcił głową najwyraźniej się ze mną nie zgadzając . Za to reszta grupy powoli zaczynała trząść się ze śmiechu . Percy nachmurzył się jeszcze bardziej widząc ich reakcje .
- Dobra to robimy z misją ?
- Znaleźliśmy informacje ,więc ruszamy do Accademia del Superfluo . To chyba oczywiste ,prawda Percy ?
Tym razem pokiwał głową zgadzając się ze mną gdzieś w połowie stu procent .
********************
Tuż przed budynkiem szkoły większość się zawahała . Taaa i ja również . Dziwne co ? Syn Hadesa ,który przeżył wiele boi się wejść do szkoły ,normalnie super . Chyba jedyną zrezygnowaną osobą był Percy . Tylko on najbardziej z nas nienawidził szkoły .
- No to do dzieła . Lou wiesz co robić .
Kiwnęła głową i ruszyła przodem mrucząc jakieś zaklęcie pod nosem .
- Co ona robi ?
- Ann poznaj nową Lou . Tą co bez przerwy delektuje się ,że jest córką bogini magii , Hekate.
Uczniowie nawet nas nie zauważali . Doszliśmy do pokoju dyrektora szkoły niezauważeni ,albo wręcz przeciwnie ,wszyscy nas widzieli ,ale po prostu nie zwracali na nas zbyt dużej uwagi . Zapukałem do drzwi . Gdy tylko usłyszałem słowo "Wejść" ,otworzyłem drzwi i wpuściłem resztę . Dyrektor spojrzał na nas zdziwiony .
- Dużo was kochani ,oj dużo . Czego sobie życzycie ?
_ Proszę pana my jesteśmy tu nowi . I przyjeżdżamy tu z wymiany międzyszkolnej .
- A skąd przybywacie ?
- Z Ameryki .
- A znacie może mojego starego Chejrona ?
Wszyscy zaniemówili . Włącznie ze mną . Ale za to ja jako pierwszy oprzytomniałem i przyjrzałem się dyrektorowi szkoły . Wydawał się znajomy .
_ Eryks . Ha . Nie wierzę .
Oczy mężczyzny zwróciły się teraz na mnie . Czyżby zabłysła w nich iskierka rozbawienia ? No cóż nieważne .
- Syn Hadesa chyba jako jedyny mnie rozpoznał prawda córko Ateny ?
Annabeth potrząsnęła głową ,tym samym otrząsając sie z nadmiernego zdziwienia .
- Masz rację . Ja ciebie nie poznałam . Ale czy możemy wrócic do sprawy ,z którą tu przyszliśmy ?
- Proszę bardzo .
- Chcielibyśmy przez ten ostatni miesiąc przed wakacjami pójść do szkoły . Mamy misję od dyrektora obozu i samego Hadesa . Ponoć chodzi tu rodzina Loud i my mamy ją odnaleźć ...
- Nim zrobią to inni ,ale o wiele groźniejsi .To bardzo ważne proszę pana . Proszę nam pozwolić zostać tu ten jeden miesiąc .
Mężczyzna zastanawiał się chwilę . Potem zadzwonił telefonem . Po chwili w drzwiach pojawiła się wysoka kobieta .
- Samantho zapisz dane tych dzieci proszę . Od dziś to nasi nowi uczniowie . Pamiętajcie - zwrócił się z powrotem w naszą stronę - rogulamin was obowiązuje i... mam nadzieję iż posiadacie jakieś zdolności artystyczne . Bo inaczej będzie wam tu naprawdę ciężko, nawet z dziećmi młodszymi od was o kilka lat . A teraz do widzenia uczniowie .
Spojrzeliśmy na naszego nowego dyrektora z niemym podziękowanie i wyszliśmy za Samanthą .
Subskrybuj:
Posty (Atom)